Medytuję od lutego 2020 czyli już ponad 8 miesięcy. Zaczynałam po omacku. Wpadłam na człowieka Joe Dispenza 30 Days Challange. Wykonywałam na czuja instrukcje. Robiłam tak jak mi się wydaje, czyli dokładnie tak jak jest. Medytacja to nie tylko wyciszanie, nie tylko bezruch i nie tylko skupianie się na "nie myśleniu". Każda moja medytacja ma intencję. Każda przebiega trochę inaczej. Zawsze obserwuję co dzieję się we mnie i jakie myśli czy symptomy ciała przychodzą w trakcie. Wewnętrzne obserwacje zamieszały w mojej percepcji rzeczywistości. To codzienna wewnętrzna przygoda. Gdy coś mnie zajmuje/trapi umiem się z tym zaprzyjaźnić, zaprosić, obejrzeć to i transformować tak by było wskazówką nowej drogi. Dzięki medytacji scalam się z ciałem, poznałam je bardziej, zrozumiałam jego potrzeby. Wszystko to w czasie, cierpliwie, spokojnie. Zaczęłam od zwykłego "Chcę być mniej nerwowa" i droga po której idę od tego momentu to ekscytujący i odkrywczy czas.
Przeszłam od tej złości i nerwowości, przed smutek, wstyd, zazdrość i mnóstwo innych emocji gdzieś zakotwiczonych w mojej przeszłości i uwolniłam się. Pozbyłam się lęków o przyszłość, zaufałam życiu. Przechodząc kolejne progi świadomości [tu np. polecam "Becoming Supernatural"] nauczyłam się budzić w sobie nieznane pokłady współczucia, miłości, radości i wdzięczności. Nie ma słowa na stan, w którym rozumiesz/jesteś/wnikasz/obejmujesz jednocześnie jedność i ogrom istnienia.. czy jest? Uwierzcie mi, kiedy pierwszy raz "wpadłam w wibracje" to znaczy, moja wibracja wzrosła tak, że zgubiłam naszą czaso-przestrzeń zaczęłam się śmiać (nawet teraz na samą myśl się uśmiecham) a łzy poleciały mi ciurkiem po twarzy. Gdy skończyłam medytować, wyszłam na balkon i nie mogłam powstrzymać śmiechu przez jakieś pół godziny. Najlepsza faza ever. Dodam, iż jeszcze tak nie wiedziałam wcześniej. Las nie wydawał się lasem, on żył i był częścią mnie a ja jego. Miałam ochotę (i to zrobiłam) mówić do drzew.. i blok przy pomorskiej wydawał mi się nie istnieć tj. oczywsitością było jego nie istnienie.. Od tamtej pory ten stan "wirowania" pojawiał się częściej. Obecnie już umiem wejść w wyższy stan świadomości dość swobodnie, choć nie zawsze. Wiem, że to dopiero pierwsze drzwiczki, furtka na podwórko. Medytacja i zwiększanie wibracji, to nie "nie myślenie" ani wychodzenie gdzieś Mnie pełne skupienie na uczuciu miłości i wdzięczności niesie najwyżej. Tak. Umiejętność skupiania wzrosła mi ogromnie. Mam refleks lepszy niż wtedy, gdy byłam nastolatką. Odnoszę wrażenie, że kilka miesięcy temu było 100 żyć temu, bo tak jestem blisko siebie jak nigdy. Blisko wszystkiego.
Codziennie medytuję codziennie rano i wieczorem. Warto na początek przeczytać publikacje J.D, np. "Wymień umysł na inny model" bo jest fajnym wstępniakiem i dużo wyjaśnia.
Każdemu kto chciałby zacząć i nie wie jak się zabrać do tej praktyki podpowiem chętnie i pokieruję do fajnych źródeł.




